Cześć

Prawie rok.

Od czego zacząć? Co napisać?

Może zacznę od odpowiedzi na pytanie jak się czuję.

Czuję się bardzo dobrze. Wyśmienicie. Ale, ale, ale żeby nie było tak pięknie, to czuję się tak od niedawna. Spytacie, ale o co chodzi?

Przeprowadziliśmy się. Mieszkamy na wsi, no w bardzo małym miasteczku. Blisko Szkocji, ale wciąż w Anglii. Bardzo blisko parku narodowego Lake District. Wcześniej mieszkaliśmy niedaleko Londynu. Co nas skłoniło do przeprowadzki? Góry. Chcieliśmy innego życia. Mieszkamy teraz we trójkę: Ja, Jacek i Muffy. No i Jacek jest przewodnikiem górskim, więc całkiem zrozumiałe, że wybraliśmy góry. Mamy spokój, inne powietrze, mam wrażenie, że ludzie są bardziej spokojni, wolniej żyją. Wiecie jak to jest w większych miastach, tempo, wszystko dzieje się szybko.

Wiele osób mówiło, że nie dam rady. Mieszkanie tylko we dwoje wiązało się z tym, że musiałam zacząć pracować na pełen etat. Miałam nie dać rady. Powiem Wam tyle, że mój kontrakt obejmuje teraz 36 godzin tygodniowo, a od trzech tygodni pracuję po 48 godzin w tygodniu. Pytali czy wezmę dodatkową zmianę za kogoś, to wzięłam, bo miałam siłę. Nie wiem skąd to się wzięło. Opiekuję się teraz jedną osobą, więc praca jest mniej stresująca. Po wprowadzeniu się do nowego domu chwilę nie pracowałam. Na początku fajnie było być w domu. Musieliśmy się urządzić, poznać nowe miejsce. Martwiliśmy się też o Muffy, o to jak ona poradzi sobie w nowym miejscu. Później zaczęłam dostawać szału. Jacek w pracy, a ja sama. Przyzwyczajona do tłocznego domu, hałasu. Nowa sytuacja. Najgorsze myśli. A co  jak nie znajdę pracy? A co jak ta decyzja była zła? Może trzeba było zostać? Byłam załamana. Guzik prawda. Człowiek boi się tego co nowe i nie znane. Nagle wszystko ruszyło jak z kopyta. Praca posypała się jak lawina. Okazało się, że jest jeszcze więcej pracy niż ja jestem w stanie udźwignąć.

Przyznam szczerze, że srałam w gatki. Ze strachu. Rewolucja. Całe życie przemeblowane, bez rodziny obok, przyjaciół, znajomych. Bo nikogo tu nie znamy. Pojechaliśmy w ciemno. Teraz każdego dnia gdy idę do pracy jestem szczęśliwa. Mam siłę, która wzięła się chyba z wcześniejszego strachu. Udowodniłam sobie, że mogę normalnie pracować. Nie mogę zapomnieć o moim mężu, który mnie wspiera. Wierzył we mnie od początku i wierzy nadal. Wciąż powtarza, że on wiedział że ja sobie poradzę. Wozi mnie do pracy, gdy mam nocną zmianę, czasem odbiera rano gdy może. Ale lubię moje samodzielne powroty do domu autobusem. Wtedy patrzę na krajobraz, na góry i wszystko napawa mnie spokojem. Wiem, że będzie dobrze.

A Muffy? Inny pies. Ma teraz duży ogródek. Zrobiła się odważniejsza. Broni domu i nas. Gdy jest ciepło cały dzień spędza w ogrodzie. Nie przeszkadza jej deszcz i wiatr. Uwielbia owce, konie i kurczaki, których w okolicy jest mnóstwo. Na wakacje trzeba chyba kupić jakąś budę? :) Kto wie, może na noc nie będzie chciała wracać do domu?

A depresja? Biorę leki antydepresyjne. Na początku listopada przeszłam na fluoksetynę 20 mg. W styczniu dwa razy trafiłam do szpitala z powodu silnego bólu głowy. Okazało się, że to migrena. Przeszłam gruntowne badania, prześwietlenia głowy. Fluoksetynę zwiększono do 40 mg- stres. Chcę żeby wszystko było dobrze i czasem za bardzo się przejmuję.

Za każdym razem gdy muszę iść do pracy… myślę, nie dam rady, nie chcę. Ale za chwilę pojawia się ta walcząca Paulina w mojej głowie. Wstaje i idę. Poczucie winy z powodu nie pójścia do pracy jest okropne. Więc idę nawet gdy źle się czuję, bo później, gdy jestem już w pracy okazuje się, że wszystko jest ze mną w porządku. Moja depresja chciała mi wmówić, że nie dam rady. Cóż pokazuję środkowy palec i biorę się za siebie.

A żeby tego było mało, od września zaczynam roczny kurs, po którym będę mogła złożyć podanie o przyjęcie na studia pielęgniarskie.

Kto powiedział, że nie można?

Zdiagnozowano mnie w 2012 roku. Trochę to trwało, ale teraz czuję się naprawdę dobrze, czuję, że jestem w dobrym momencie swojego życia. Spełniona i szczęśliwa (no czasem do szału doprowadza mnie mąż :-) ). Biorę leki antydepresyjne, ale Ci którzy mnie znają, wiedzą jak na to patrzę. Depresja, to choroba, którą trzeba leczyć. Leki antydepresyjne, to może być pierwszy krok, ale nie każdy musi je brać. To była moja decyzja. Jednak 90% sukcesu, to praca nad sobą. Ciężka praca, jak jasna cholera. Aż czasem chce się ryczeć i człowiek ma dość. Ale warto. WARTO!

Pozdrawiam

P.

P.S

Ja obecnie. (Plus schudłam 5kg, jak tu się nie cieszyć? Wiecie jakie są kobiety!)

17264989_743923315766029_1509977004583625413_n

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

8 responses to “

  1. Kochana chciałabym promieniować szczęściem tak jak Ty 😍😘
    Z Twych pięknych oczu bije taki silny blask ☺💎
    P.A zmiany każdemu z nas w pewnym okresie naszego życia są po prostu POTRZEBNE !! 😄

  2. Gratuluję bloga, odwagi, postępów! To takie poruszające przeczytać, że ktoś, kto zmaga się z depresją, czuje się wyśmienicie. Oby tak dalej! Oby było coraz łatwiej! Zmagam się z depresją od kilkunastu lat, ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero kilka tygodni temu. Podjąłem walkę, już świadomą, odpowiednio ukierunkowaną. 3 dni temu zacząłem pisać blog. Odczuwam strach przed potencjalnymi czytelnikami, krytyką, a jednocześnie potrzebuję podzielić się z kimś swoją pisaniną.

    • Dziękuję. Jeśli chodzi o krytykę, to jest ona nieodłączną częścią pisania. Konstruktywna krytyka jest potrzebna. Czasem pozwala spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy. Nie mylmy krytyki z hejtem. Na to nie powinno być przyzwolenia. I to hejt jest najgorszy, ale staraj się go ignorować.

    • Staram się o tym nie myśleć. To chyba trochę tak jak z cukrzycą. Przyzwyczaiłam się do mierzenia cukru, zmiany wkłuć, liczenia węglowodanów. Czasem mam dość. Ale staram się o tym nie myśleć. Codziennie rano ćwiczę motywację, jak jogę. Pozdrawiam!

  3. Paulina, nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak dobrze się czujesz. Nie znasz mnie, ale ja od dawna czytam Twoje wpisy, jak również kiedyś oglądałam filmy na youtube. Pomogły mi – wreszcie pogodziłam się z tym, że mam depresję. Od lat buntowałam się przeciwko takiemu stanowi. Jednak czasami trzeba posłuchać kogoś innego – kogoś, kto również przez to przechodzi i nie boi się o tym mówić.
    Przez ten cały czas, kiedy Cię tu nie było zastanawiałam się jaki jest tego powód. Jeśli mam być szczera, to trochę się bałam. Ale gdzieś w środku była nadzieja, że może po prostu układasz sobie życie i przyjdzie czas, kiedy nas poinformujesz o zmianach jakie u Ciebie zaszły.
    To co piszesz jest bezcenne. Szczególnie po ciężkich doświadczeniach, jakie przeszłaś. Życzę Ci, abyś już zawsze była szczęśliwa, abyś zawsze miała siłę na to, by wstać i stawić czoło światu.
    Co do fluoksetyny, to też podczas brania tego leku miałam okropne bóle głowy. Ważne jednak, żeby trafić na odpowiedni dla siebie sposób leczenia. A bliskość natury może być jedną z najlepszych terapii.
    Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów. :)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s