Myśli samobójcze.


Cześć.

Kto z Was ma myśli samobójcze?

Gdy byłam nastolatką myśli samobójcze pojawiły się kilka razy. Nie dam dłużej rady, nie chcę żyć. Przypominam sobie dlaczego chciałam się zabić i z perspektywy czasu, powody były błahe. Nie wstydzę się do tego przyznać, bo tak po prostu było. Złamane serce, szkoła, stres. Kiedy byłam nastolatką wiele rzeczy wydawało mi się strasznych i było dobrym powodem do samobójstwa. Ale czy tak naprawdę myślałam o tym poważnie? Nie. Wystarczyło kilka dni, nocy i okazywało się, że jednak nie jest tak źle. Tylko co to znaczy myśleć poważnie? Targnąć się na swoje życie i skutecznie się zabić?

Jak wiecie moja depresja rozwijała się kilka lat. W końcu mnie dopadła…

Nie wiem kiedy dokładnie pojawiły się myśli samobójcze. Byłam w tak fatalnym stanie, że nie potrafiłam wyobrazić sobie kilku najbliższych godzin. Ból w głowie, sercu, duszy rozsadzał mnie ośrodka. Niezgoda na pewne wydarzenia z przeszłości, niezgoda na to co dzieje się na świecie, niezgoda na zło, na odczuwanie bólu, na świat. Po prostu się zabiję. Najgorzej było gdy dostawałam ataku szału. Biłam siebie pięściami, uderzałam głową o ściany, plecami, całym ciałem. Wycie, bo nie można nazwać tego płaczem. Całkowicie ułożony plan. A właściwie plan na zabicie się wcale nie jest skomplikowany. Biorę sznur, pasek i się wieszam. Biorę leki i się truję. Podcinam żyły i się wykrwawiam. Skaczę z wysoka i roztrzaskuję sobie czaszkę, narządy.

Co jeśli mimo tego wszystkiego, gdzieś w podświadomości, jest ta iskierka chęci do życia? Wiem, że nie chcę tego zrobić, ale głowa tak usilnie mówi mi, że jednak tak. Zabij się, zabij się. Zrób to! Niech Cię szlak! Jesteś tchórzem. Kurwa zrób to. Zabij się, zabij, zabij, zabij… Jak ktoś lub coś wciąż Ci to powtarza, najzwyczajniej w świecie, zaczynasz w to wierzyć.

Nie umiem Wam powiedzieć jak pozbyć się myśli samobójczych. To jest ogromny ciężar. Z jednej strony depresja, z drugiej powody, dla których warto żyć.

Kiedy przeprowadziłam się do Anglii, zdarzyło się tak, że pobiegłam do kuchni w poszukiwaniu najskuteczniejszych leków. Powiedziałam o tym psychiatrze. Wycwanił się i zrobił mi tygodniową receptę na leki antydepresyjne. Czternaście tabletek nawet jakbym bardzo chciała, by mnie nie zabiło. Więc co tydzień chodziłam do apteki, po odnawialną receptę.

Nie można być samemu. Partner, rodzice, przyjaciel. Albo z kimś już mieszkamy, albo wracamy do rodziców, albo prosimy by ktoś się do nas wprowadził. Zdaję sobie sprawę, że najczęściej widzimy psychiatrę co dwa, trzy miesiące i mamy kilka opakowań leków. Dlatego bliska osoba musi je przed nami schować. Niby panujemy nad sobą, ale przychodzi atak szału i stracimy kontrolę.

Można prychnąć prawda? Zaśmiać się. Jasne, no bo to takie proste. Czyli co noże, paski, wszystko czym można się zabić trzeba schować? Moja odpowiedź: Jeżeli jest taka konieczność to tak. Jeżeli nie chcemy udać się do szpitala, to tak. Prosimy bliską osobę, która z nami jest, żeby nawet zamknęła wszystko na kłódkę!

Gdy było mi bardzo źle. Pojawiały się te myśli, ale byłam świadoma, że to nie ja, że to depresja, często brałam ciepłą kąpiel. Dolewałam olejków w moich ulubionych zapach. Zapalałam świeczki, bo mocne światło straszliwie drażni. Płakałam często przez cały czas. A Jacek oblewał mnie delikatnie wodą, przy użyciu gąbki. Później byłam już tak zmęczona, że kładłam się do łóżka i słuchałam odgłosów natury. Delfiny, szum morza, las. Jacek puszczał mi muzykę i zasypiałam.

Czasem bywało tak, że po prostu wychodziliśmy na spacer, nawet w nocy. Płakałam i szliśmy.

Ból trzeba przepracować. Nie ma na to innej rady.

Czytałam książki, tylko po to by nie dopuścić do głosu depresji. Przyznam, że nawet nie pamiętam co czytałam. Chodziło tylko o zdania, byle nie moje.

Byłam nieostrożna. Nie patrzyłam na samochody, gdy przechodziłam przez jezdnię. Miałam gdzieś czerwone, czy zielone światła. Patrząc na nadjeżdżający pociąg miałam wielką ochotę skoczyć. Lecąc samolotem myślałam, Niech się w pizdu rozbije.

Miałam tak rok, może trochę więcej. Przetrwałam.

P.

Advertisements

20 responses to “Myśli samobójcze.

  1. Hej. juz trzy razy próbuje coś napisać i za każdym razem wydaje mi się to głupie i to kasowałem. Ale powiem tak, trzymam za Ciebie kciuki i jeśli da radę to trzymaj również za mnie, żebyśmy z tego wyszli ogromną ręką. Super że masz Jacka, ja niestety nie mam bliskiej osoby która by mnie pilnowała a lekarz mi raz zrobił niedźwiedzią przysługę i zamiast jednego to przepisał mi dwa opakowania nasennych. Całe szczęście że to był zolpidem, bo już bym tutaj nic nie napisał. Pozdrawiam, i życzę wytrwałości ;)

  2. Poprawiłaś mi nieco humor! Sama myśl o tym, że napisałaś coś nowego, przepełnia mnie jakąś energią.
    Aktualnie leżę z laptopem, nie mogę spać, przed chwilą miałem atak złych myśli, głównie pod tytułem: “Co ze mną do cholery jest nie tak?”. Nie rozumiem siebie.
    Nie tak wyobrażałem sobie pisanie mojej pierwszej wiadomości do Ciebie. Poczytuję Twój blog (jako jedyny regularnie) od ok. roku. Teraz nie czuję się zbyt dobrze, zbliża się 5 rano, ale spontanicznie postanowiłem, że właśnie teraz coś napiszę. Choćby chaotycznego. Choćby nieprzemyślanego. Ale napiszę.

    Mam na imię Sebastian, mam szesnaście lat (w sumie rocznikowo to już 17, ale urodziny mam w listopadzie xd). Od bodajże lutego 2014 roku uczęszczam do psychologa (pójście tam było chyba najlepszą decyzją w moim życiu). Tak naprawdę nie jestem do końca pewien, co mnie morduje. Na pewno jest to m.in. nerwica natręctw, ta cała masa absurdalnych myśli przepełnia moją głowę i wygrywa zdecydowanie częściej, niż bym sobie tego życzył. Lęki w sumie również mnie mordują, ale z nimi widać pewną poprawę (nie boję się wyjść z domu przynajmniej). Nie wiem, czy mam depresję. Moja pani psycholog mówi, że na razie nie potrzebuję leków – i ma w sumie rację, coraz lepiej daję sobie radę.

    Aktualnie myślę o tym, że cały czas czuję do wszystkiego irytującą obojętność. Nie potrafię skupić myśli. Nie cieszy mnie nic, co wymaga ode mnie jakiegoś wysiłku. I nie umiem się zmusić, żeby nawet sprawić sobie przyjemność, np. biorąc się wreszcie za czytanie książek. Czuję jakąś dziwną nadpobudliwość, ciągłą absurdalną chęć zrobienia czegoś więcej, kiedy próbuję zająć się np. pisaniem. M.in. w związku z tymi sprawami rodzi się w mojej głowie wyżej wspomniane pytanie, które ewidentnie prowadzi tylko do samodestrukcji.

    Paulina! Jesteś tak niezwykle ciepłą osobą, cokolwiek napiszesz, daje mi to chociaż ociupinkę ciepła na moje wciąż w pewien dziwny sposób obojętne na otoczenie serce. Trzymam za Ciebie kciuki, bo zdecydowanie zasługujesz na szczęście i ciekawe życie, pozbawione niepotrzebnych barier. :)

  3. Hej Paulina, już dawno miałem do Ciebie napisać, ale jakoś się nie mogłem zebrać. Fajna dziewczyna z Ciebie, brawo za walkę, nieustępliwość. Swoimi wpisami, podtrzymujesz na duchu innych.
    Ja zacząłem leczenie 2 miesiące temu. Nie wiem od kiedy choruję, przypuszczam, że kilka lat, ok. 5. Bywało różnie, ale nie chciałem kiedyś się leczyć, nie wiem dlaczego. Co do myśli samobójczych, miałem je i wciąż mam. Byłem dwa lata, za granicą, chciałem rzucić się pod pociąg, planowałem to na poważnie, chyba, tak byłem tego pewien. Miałem dwie próby samobójcze z lekami, ale skończyło się na szpitalu i wymiotowaniu. Jednak co innego mnie przeraża ostatnio miewam wizje samobójcze, jak mam doła widzę siebie wiszącego na sznurze i słyszę odgłos pękającego karku. Wiem to straszne, ale tak jest. W sumie to nie wiem po to piszę, ale chyba potrzebuję pomocy, pilnie.
    pozdrawiam

    • Cześć Darek, mam podobne problemy. Biorę leki od 4 miesięcy z czego miałam je raz zmieniane. Moja depresja ciągnie się od ponad 2 lat. Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale nie umiem pomóc nawet sama sobie. Uważam, że w tej sytuacji najważniejsze jest wsparcie. Pomyśl przede wszystkim, że nie jesteś sam ze swoim przypadkiem, bo na depresję choruje wiele osób. Musimy wierzyć że damy radę i że jest ktoś, kto nas rozumie. Nie wiem jaka jest Twoja sytuacja, jednak masz zapewne wokół siebie osoby, które Cię kochają. I chciałabym, żebyś nie odebrał tego źle- nie chodzi mi wcale o egoizm. W wieku dwunastu lat sama uważałam, że samobójstwo jest przejawem egoizmu, jednak teraz po dwóch latach wiem że myśli samobójcze przejmują kontrolę ponad wszystko i wewnętrzny ból sprawia, że nie myślisz wtedy o bliskich czy kimkolwiek. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i że Twoja sytuacja się poprawi. Walcz o swoje szczęście. Bo nawet gdy coś stracisz- odzyskasz. Gdy stracisz siebie… siebie już nie odzyskasz. Jeśli chcesz, możesz napisać też do mnie na meila. Pozdrawiam gorąco!

  4. Nie przezylas nie wiadomo czego zeby popadac w takei stany ludzie maja o wele gorsze zycie i lepiej radzą sobe z nim od Cb …

    • Twój komentarz wydaję się niestosowny w stosunku do dziewczyny , która widać że cierpi. Może ona ma słabą psychikę? Skąd ty to możesz wiedzieć? Ludzie nie muszą przeżywać nie wiadomo czego (śmieć, wypadek itp..) żeby czuć się tak czy inaczej, ale widać, że jesteś wybitną znawczynią tematu, wiec nie będę kwestionował twojego “autorytetu”. Sam przeżywam podobne stany a dziewczyna wychodzi z tym do ludzi bo ma z tym problem. Wielu ludzi tego nie potrafi, dusi w sobie stany lękowe.. Ja pamiętam z 2 lata nie wychodziłem do ludzi bałem się wyjść z domu tylko dlatego że panował nade mną strach, w zasadzie ty nic nie możesz o tym wiedzieć musiałabyś to przeżyć sama żeby zrozumieć, ale jesteś jak większość ludzi – oceniasz książkę po okładce, a tego właśnie nie na widzę w ludziach, więc polecam zastanowić się zanim napiszesz jeszcze jakikolwiek komentarz.

      A za ciebie Paulino trzymam kciuki.

  5. Ja też trzymam za Ciebie kciuki.
    U mnie mysli samobójcze sa od dwoch lat. Przez rok były to mysli psychotyczne. Leki musiałam oddać swojemu lekarzowi. Bardzo pomaga mi maz i moje dwa kochane brytyjczyki, które wyczuwają mój nastrój i dosłownie przychodzą mnie ratować.

  6. Hej! Świetnie,że masz kogoś kto Ci pomoże, kogoś kto wspiera. Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno.
    Nie cierpię na depresję, ale kilka lat temu miałam bardzo silne stany lękowe i stany depresyjne. Teraz sytuacja jest w miarę opanowana. Myśli samobójcze też były. Trzymam kciuki!

  7. Cześć Paulino, cieszę się, że jesteś tak odważna i mówisz o depresji tak otwarcie. Ja często sama się zastanawiam czy potrafiłabym tak jak Ty. O mojej depresji wie moja rodzina, niektóre bliskie mi osoby ze studiów czy liceum, ale na razie brakuje mi odwagi by otwarcie o tym mówić. Są różne przyczyny depresji, jednak tak naprawdę cierpimy wszyscy podobnie. Depresja zabrała mi wiele, ale i sporo mnie nauczyła. Dobrze jest też czasem w taki sposób spojrzeć na ten problem. Dzięki psychologowi, rodzinnemu wsparciu, przyjacielowi i jakimś poszczególnym osobom podniosłam się z tego po 2 latach i jestem teraz na fizjoterapii, moim wymarzonym kierunku. Mimo, że przez tą chorobę ( głownie tez przez to że nikt do końca nie potrafił mi pomoc i prawdziwa pomoc dotarła dość późno) trafiłam do szpitala psychiatrycznego, Czasem chciałabym w głowie tak jakby ”zbawić świat”, przekazać jak najwięcej na temat tej choroby osobom, które podejrzewają, że coś się z nimi źle dzieje. Ale jest to niezwykle trudne, Ty się tego podjęłaś i dziękuję Ci za to. Teraz jest ze mną dosyć stabilnie, mogę się cieszyć tym co mam i prawdopodobnie niektórzy mogliby powiedzieć, że nic ze mną nie jest. Depresja zawsze coś w nas zostawia, ale to od nas zależy jak na to spojrzymy. Ja życzę wszystkim chorującym na depresję, by przemogli swój wstyd, by zwrócili się o pomoc do specjalisty, terapeuty, psychologów i nie rezygnowali z siebie, ze swojego życia. Nikt nas nie zrozumie jeśli my sami się nie zrozumiemy. Ja nienawidziłam siebie ze swoją wrażliwość, dobre serce, to wrażliwość nas dobija często. Pamiętajmy, że wrażliwość też niezwykle ubarwia życie i pozwala nam być dobrymi ludźmi. Inni ludzie cierpią też na inne choroby, a my akurat na tą, tak bywa. Bądźmy dla siebie dobrzy! Dziękuję Ci jeszcze raz Paulino, jesteś wyjątkowa, pamiętam gdy rok temu przy nawrocie choroby szukałam jakichś wskazówek. Ty wyświetliłaś mi się na youtube jako pierwsza ii… oglądałam twój filmik kilka razy. Poczułam w środku- nie jestem sama, taka młoda dziewczyna, tak jak ja, nie mogę się poddać. Przy okazji komentarze ludzi, którzy przeszli to samo. Chcę walczyć, walczcie również, bo warto. Uśmiechy dla wszystkich czytających twojego bloga i Ciebie :)

  8. A ja mam depresję od wielu lat i martwię się, że nikt mnie takiej nigdy nie pokocha, bo kto chciałby być z osobą zaburzoną.
    Mam pytanie Paulino. Czy jak poznałaś swojego narzeczonego to miałaś już depresję?

  9. Witam
    Moja pierwsza depresja zjawiła się, jak nie ukończyłem moich studiów , niestety nie dawałem rady uczyć się i pracować a miałem ciężką sytuacje w domu. Poszedłem i znalazłem dobrze płatną pracę w dobrym środowisku,biurową. Pracowałem tam 6 lat i pewnego dnia szef przyniósł 7 osobom wypowiedzenia w tym mi. Od tego momentu mój świat przestał istnieć. Nie wychodziłem z domu zamknąłem się na ludzi, nie umiałem żyć, po pół roku dochodzę do siebie, jest lepiej. Pozdrawiam

  10. Jeeej! Swietnie, ze dzielisz się swoim talentem z innymi, dzięki czemu nawet ja mogę Cię czytac :) Szkoda, ze sam nie umiem tak dobrze pisac, no ale nic straconego, może za parę lat, gdy się nieco podszkole, również Cię doscigne :) Chociaz watpie, bo Ty musisz naprawdę mieć talent oraz musisz mieć za soba lata ciezkiej pracy w pisaniu :)

  11. Nie przepadam za tym, by mówić o tym głośno, ale wiem, że dzięki temu nie będziesz czuła się sama z tym problemem. Znam “ten ból”, wrzeszczenie, uderzanie samego siebie, okaleczanie się… Czasem wydaje mi się, że moje zachowanie spowodowane jest tym, że nie chcę tak naprawdę śmierci, a jedynie żeby mnie ktoś zauważył.

  12. To jest okropna choroba :( Nie długo będzie rok od śmierci mojej mamy (samobójstwo-sznurek). Choroba trwała ok. 5 lat.

  13. Miewasz jeszcze nawroty depresji? Ja juz od dwóch lat skończyłam z terapią i braniem leków i nie był to chyba dobry pomysł. Zerwalam z tym, choć moja karta wcale nie mówiła “wyleczona”, jednak wmawiałam sobie że już nic mi nie jest, że chcę żyć i to normalnie żyć. Teraz mam straszne nawroty i w ogóle nie radze sobie z otaczającym mnie światem :(

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s