Zrób to… zrób tamto…


Cześć.

Wczoraj znowu przeszły przez moją głowę dziwne myśli. Tym razem nie samobójcze, ale agresywne. Chciałam wyrwać sobie włosy z głowy, albo obciąć je. Nie wiem. Wyżyć się na sobie. Na mojej głowie. Ale leżałam spokojnie w łóżku, oddychałam głęboko i spokojnie ! czekałam, aż te gobliny pójdą sobie z mojej głowy. Poszły szybciej niż myślałam.

W komentarzach pytacie co robię dla siebie. Otóż mnóstwo rzeczy! Każdy wyjazd w góry, wyjście z psem na spacer, to forma odpoczynku. Staram się skupić na sobie, na moich potrzebach. Dużo się relaksuję (kąpiele, książki, filmy). Spędzam również czas z rodziną, ukochanym. I to co najważniejsze to staram się poznać siebie. I tak wiele już mi się udało. Unikam tego co mnie stresuje, denerwuje itp. Skupiam się na pozytywach. Leki antydepresyjne to 10%, a reszta to moja własna praca nad tym by czuć się lepiej.

Opowiadam Wam o tym, że nie zawsze jest kolorowo. Ale najważniejsze, że nie leże wciąż w łóżku, nie jestem wiecznie zdołowana, zdenerwowana… Nie mam już do siebie pretensji o wszystko, nie obwiniam siebie. Depresja mną nie rządzi, czasem próbuje, ale wtedy dostaje wielkiego kopa w dupę.

Pozdrawiam.

P.

Dużo miłości i odwagi.

Advertisements

9 responses to “Zrób to… zrób tamto…

  1. nie zgadzam się z tym, że leki to 10% bo są czasem zbawienne, bo czasem nawet jak bardzo się chce, to dobry nastrój nie przybędzie i wtedy leki są bardzo pomocne.

    • Na początku, leki są najważniejsze. Stawiają na nogi. Chodziło mi o to ,iż później to od nas dużo zależy. A właściwie najwięcej. A leki nas nie zmienią, nie zmienią sposobu myślenia i życia. Pozdrawiam.

  2. Agresja w depresji to coś, co znam z autopsji. W fazach krytycznych często wyobrażam sobie, że tłukę głową o ścianę, moja irytacja sięga zenitu, denerwuje mnie byle pierdoła. Staram się nie wyżywać na innych, ale czasem mam ochotę wykrzyczec- zostawcie mnie wszyscy w spokoju! Samotność bywa odprężająca.

  3. Trzeba działać, robić i cały czas wyszukiwać sobie ciekawych zadań. Dołek pogłębia się gdy patrzymy tylko w sufit!

  4. @Sam Ottis, nawet jakiś rodzaj autoagresji w depresji… Ja niestety mam ten brzydki zwyczaj drapania ran, do krwi, na nogach przez co moje nogi są w naprawdę opłakanym stanie i o noszeniu spódniczek mogę zapomnieć. Ma/miał ktoś podobny problem?

    • autoagresja jest moim zdaniem… naturalna w depresji. Nie lubimy siebie, swojego życia, tego co sobą reprezentujemy. Siłą rzeczy traktujemy siebie jak wroga i nasze ciało staje się polem walki pomiędzy tym kim jesteśmy, a tym, kim chcielibyśmy być. Zadając sobie ból dajemy sobie nauczkę, karzemy się za to, jacy jesteśmy. Tak myślę.

      • W sumie to nie myślałam tak o tym, że bólem zadaję sobie nauczkę, ale chyba to jest to. Wydawało mi się, że ranię swoje nogi ze stresu, nerwów… Fakt, wymagam od siebie dużo i jeżeli coś się nie udaje to jestem zła/wściekła co potem przeradza się w smutek/rozpacz i żal do siebie, że nie umiem sprostać temu co sobie wyznaczyłam.
        Nie lubię nazywać swojego drapania ran autoagresją. Autoagresja zawsze kojarzyła mi się z cięciem się, a nie z “tylko” rozdrapywaniem sobie ran na nogach.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s