Cześć.

Nie wiem jak to opisać. Po zakończeniu terapii byłam pełna energii. Ale ostatnie dwa tygodnie… nie wiem co to było. To nie był zjazd. Muffy zrobiła sobie coś z łapką. Nie wychodziłam z nią na spacer i zauważyłam lekką zmianę z moim zachowaniu. Brakowało mi tego. Teraz już jest lepiej, bo Muffy odzyskała siły i ja czuję się lepiej. Pewnie, że martwiłam się o nią, ale siedziałam w domu i to mnie dobijało. Taka prosta rzecz. Wiedziałam, że dom mnie dobija, ale sama nie chciałam wychodzić. Sama sobie szkodziłam.

Dostałam pracę. We wtorek idę pierwszy raz do pracy, od kilku miesięcy. Prawie uciekłam z rozmowy kwalifikacyjnej. Ale wcześniej zadzwoniłam do Jacka i powiedział, że dam radę. Nie mogłam go zawieść. Przede wszystkim nie mogłam zawieść samej siebie. W głębi duszy wiem, że tego potrzebuję, ale strach mnie blokuje. Prawie wszystko muszę sobie tłumaczyć, rozkładać na części pierwsze aby zobaczyć, że nie jest tak źle jak mi się wydaje.

Być może dzięki pracy zyskam siły by nagrać filmiki i opowiedzieć Wam o terapii.

Pomału też przyzwyczajam się do myśli by zrobić prawo jazdy i pójść dalej na studia. Ale wszystko w swoim czasie.

Z tych dwóch dziwnych tygodni przespałam tylko dwa dni. Nie jest chyba tak źle?

Zaczęłam też ćwiczyć. Znowu trochę się boję. Boję się myśli, które będą próbowały mnie zniszczyć. Nie chcę znowu słyszeć głosów, że jestem za gruba, że muszę ćwiczyć więcej, że w ogóle coś muszę, że zamiast myśleć o lepszym samopoczuciu będę wciąż chciała lepiej wyglądać. To chore!!! Wciąż walczę ze sobą, bo nie mogę pozwolić by znowu zawładnęły mną demony. Kurcze. Warto walczyć. Czuję się szczęśliwa. Jestem inną osobą. Czuję, że jestem sobą, a przed depresją wciąż udawałam, by zadowolić innych.

Kilka dni temu zapytałam Jacka czy bał się zostawić mnie samą w domu, w tym czasie kiedy było ze mną naprawdę źle. Czy bał się, że wróci i znajdzie moje ciało. Odpowiedział, że był przerażony. Bardzo się bał. / Poczułam się głupio. Po prostu zrobiło mi się głupio i jest mi wstyd. Doprowadziłam do takiego momentu, w którym nie wiedział czy zastanie mnie żywą. Zaserwowałam mu ciągłe napięcie. To było samolubne. / Moje myśli samobójcze jakiś czas temu odeszły, ale trzy dni temu pojawiły się na chwilę. Opierdzieliłam samą siebie. Jak w ogóle, to gówno chce na nowo zasrać mi mózg? Chcę żyć, dla siebie, dla Jacka, dla Muffy. Jak pisałam wcześniej: JESTEM SZCZĘŚLIWA. Jeżeli pojawią się kolejne chmury odgonię je, bo raz już mi się udało i wiem, że można to przetrwać.

Pozdrawiam.

P.

Advertisements

2 responses to “

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s