Crying for No Reason


 

Cześć.

W lutym mija jedenaście lat od momentu gdy zdiagnozowano u mnie Cukrzycę typu I. Moja trzustka przestała produkować insulinę. Nie z powodu zbyt dużej ilości spożywanych słodyczy. Wystąpił błąd w systemie. Nagle lekarze kazali mi mierzyć cukier we krwi i brać insulinę. Okazało się, że nie mogę jeść kiedy chcę i tego na co mam akurat ochotę. Pojawiły się zasady, rygor… Spędziłam dwa tygodnie w szpitalu. Wspominam to jako sen, z którego nie mogłam się obudzić. Pobyt to nie był koszmar. Mili lekarze i pielęgniarki i miłe dzieciaki. Czasem wydaje się, że życie z cukrzycą to koszmar. Mam tu ochotę napisać, że to prawda, ale skłamałabym. Są pewne reguły, których trzeba się trzymać. Ważne jest, aby dobrze poznać swoje ciało. Wiedzieć jak reaguje na stres, wysiłek fizyczny, jedzenie. Początkowo akceptowałam swoją chorobę. To nie rak i jest dość łatwa w obsłudze. Ale z czasem… w podstawówce dzieciaki śmiały się ze mnie. Niektórzy nawet bali się, że poprzez dotyk zarażą się. W gimnazjum zaczęły się moje problemy. Stałam się nastolatką i dojrzewałam. Musiałam zmienić insulinę, na taką która działa 24 godziny. Niestety była droga. Mimo to rodzice zdecydowali się ją kupować. A ja cały czas miałam wyrzuty sumienia, że przez moją chorobę nie ma w domu za dużo pieniędzy. Moje ciało puchło. Używałam tzw. penów, do podawania insuliny. Igła miała tylko 6 mm, ale musiałam kłuć się kilka razy dziennie. Niektóre miejsca bolały, np. ręce, brzuch, nogi. Od mierzenia cukru, bolały również palce. Przytyłam. Ale nigdy nie byłam gruba. Jedna z moich sióstr wciąż mówiła, że muszę schudnąć. Głupia wierzyłam w to i jak głupia usiłowałam schudnąć. Chyba jak miałam 15 naście lat zaczęły się kłopoty z odżywianiem. A przy cukrzycy nie można od tak sobie nie jeść. Idiotka! Wierzyłam, że potwierdzeniem mojej wartości jest to jak wyglądam! Zaczęłam nienawidzić siebie. Nienawidziłam też swojej choroby. Ukrywałam, że ją mam. Nie chciałam mierzyć cukrów i brać insuliny. Nie chciałam już mieć z tym ohydztwem nic wspólnego. Co trzy miesiące musiałam być u diabetologa, lekarza, który zajmuje się leczeniem i kontrolowaniem cukrzycy.  Przez pierwsze lata faktycznie, jak pilna uczennica stawiałam się na kontroli. Gdy zaczęłam się buntować, nie było mnie tam dwa lata. Wreszcie mama namówiła mnie na wizytę. Miałam wtedy 17 naście lat. Zdarzyła się miła rzecz. Otrzymałam pompę insulinową. Nie musiałam używać już penów. Mam ją do dziś. Co trzy/cztery dni zmieniam tzw. wkłucia. Wtedy na nowo pogodziłam się z cukrzycą.

Kiedy dopadła mnie depresja… nienawidzę cukrzycy i siebie. Nienawidzę tego wadliwego kodu we mnie. Szkurwa. Mam ochotę wyrwać wkłucie. Wypierdolić głowę za okno. Bo głowa to największy problem. Pierdolona GŁOWA!!!!

insuline_pump pompa insulinowa i wkłucie

easy_touchnakłuwacz do mierzenia cukru

Patient injecting insulinepen

Advertisements

7 responses to “Crying for No Reason

  1. możesz napisać o tym jak wygląda ten twój 6 tyg. co poniedziałkowy kurs radzenia sobie z własnymi lękami?? może spróbuję zastosować coś podobnego u siebie

      • Zbieram się do tego aby nagrać filmik. Ten kurs sprawia, że walczę ze sobą i muszę to poukładać sobie w głowie. Ale nagram. Pozdrawiam.

      • Filmik świetna sprawa. Też miałem w przeszłości chaos w głowie, długo mi zajęło sprawienie żeby pojawił się tam spokój, ale się udało. Spoko, dasz sobie radę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s