Co ma sens…?


Cześć.

Nie powinnam, a jednak trochę się zdenerwowałam czytając dwa komentarze. Tak sobie myślę, że zawsze dla kogoś będę za krótko, za mało chora. Co ja tam wiem… przecież mam w życiu tak wielkie szczęście, że ta moja depresja to chyba są jakieś jaja. Powinnam się zamknąć i chyba najlepiej przestać prowadzić bloga, a Ci bardziej skrzywdzeni, bardziej w cierpiący, bardziej chyba wszystko powinni zabrać głos. Tak się jednak nie stanie. Otrzymuję ogromne wsparcie od osób które też mają depresję, ale też od tych którzy czują się dobrze. Wiem, że po prostu robię dobrze pisząc. Najbardziej podoba mi się zarzut, że piszę w taki sposób jakbym cierpiała najbardziej na świecie, a inni… pff. Emocje już opadły.

W jednym komentarzu pojawiło się pytanie czy terapia i leki mają sens, skoro tak naprawdę nie wracamy do poprzedniej formy życiowej. Moja odpowiedź brzmi NIE WIEM. Wiem jedynie, że leki i terapia pozwala nam prowadzić znacznie lepsze życie niż gdyby z tego zrezygnować. Przypomnijmy sobie najgorszy okres w życiu… i to nie jest tylko pewien okres…ale jest tak już zawsze. Może problem tkwi nie w metodach leczenia, ale w nas samych. Wymagamy od siebie za dużo. Chcemy być perfekcyjni pod każdym względem. Myślę, że trzeba pamiętać o tym, że depresja to wynik naszego dotychczasowego stylu życia. Są różne jej przyczyny, ale coś było nie tak. Dlatego aby czuć się dobrze w przyszłości nie możemy dążyć do tego co było w przeszłości. Musimy wyciągnąć wnioski, pomyśleć co było złe i to powolutku eliminować. To trudne, ale czas leczenia to definiowanie siebie na nowo. Często o tym zapominamy, ale musimy pozwolić odejść naszemu staremu Ja.

W poprzedniej notce pisałam, że mi wstyd. Faktycznie zrobienie sobie czterech kresek to nie powód do dumy. Ale Jacek zwrócił mi uwagę na pewną ważną rzecz. Jeszcze ponad rok temu w życiu nie pojechałabym gdzieś sama, bez Jacka, bez Muffy. Nie mówiąc już o przetrwaniu nocy, sama w pokoju, przy zgaszonym świetle. Rzecz wydawała się niemożliwa. A jednak! Byłam dziesięć dni u mamy. Sama. Osiem nocy było spokojnych. Tylko w czasie jednej miałam kryzys, ale udało mi się dość szybko go zażegnać. Mimo wszystko odniosłam sukces. Jest postęp!

Kochani z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wam wielu postępów, tych małych i dużych, miłości, wsparcia i uśmiechu. Obyście jak najszybciej zobaczyli światełko w tunelu.

Dziękuję Wam za wsparcie i ciepłe słowa.

P.

Anxiety and Depression

Advertisements

12 responses to “Co ma sens…?

  1. Pauliś jestesmy z Tobą :* dobrze wiesz co przeżywasz, a to co inni wypisują to nie wiedzą co to znaczy. Jestem z Ciebie dumna ! i oby tak dalej :* Wesołych świąt !! :)*

  2. kto tak pisze nie wie, czym jest depresja. jeśli by tak było, ludzie zamożni, otoczeni gronem rodziny i przyjaciół, z dobrą pracą, fizycznie zdrowi – nie chorowaliby. Depresja to choroba bardzo demekratyczna, dotyknac może każdego, bez względu na to w jakiej sielance nam się wydaje, że żyje. Nie oburzaj się na komentarze wynikające z niewiedzy.. może kiedyś zrozumieją. Duży plus za postęp. Trzymaj sie Mała!

  3. Mam nadzieję, że nie mówiłaś o moim komentarzu. Jeśli jakkolwiek Cię uraziłam to przepraszam. Niestety depresja jak wszyscy wiemy dotknąć może każdego! Ponoć nawet zwierzęta (co może być dowodem dla niedowiarków, którzy nie uznają jej istnienia). Plaga ludzkości to chyba dobre określenie. Nie martw się ludźmi. Ci co nie zaznali odrażającego smaku tej choroby nie zrozumieją. Bo przecież “o co chodzi? oni wszyscy mają tak źle, a nie narzekają, a Ty wymyślasz sobie depresję. Co Ty niby złego w życiu miałaś?” albo spotkałam się z ludźmi, którzy uważają, że wystarczy wziąć tabletkę i przechodzi. Jak grypa. Tydzień w łóżku i lajcik. Inni chorzy z kolei opisują tylko swoje cierpienie, jakby chcieli udowodnić, że to co czuje drugi chory nijak ma się do ich bólu. Nie mówię tu o tych, którzy opisują, aby dodać otuchy i pokazać “ja tak miałem/łam wyszłam z tego i Tobie też się uda” albo “mam tak jesteśmy razem” tylko o tych co piszą, że im źle najbardziej na świecie i są “jedyni”. Jednak egoizm ten wynika ponoć z choroby. Bo czy człowiek w depresji nie skupia się na sobie, bólu, cierpieniu w jakim brodzi? Więc kochana Paulinko nie przejmujmy się za bardzo ludźmi:) Jesteśmy z Tobą i jak tylko możemy wspieramy Cię:) Mam nadzieję, że dodaje Ci to czasem otuchy, tak jak Ty dajesz nam tego bloga, który dla mnie np. znaczy wiele. Bardzo się cieszę z Twoich sukcesów:) Noc jest Twoja:D Dziękuję Ci za życzenia i sama składam Ci życzenia uśmiechu, szczęścia, zdrowia chęci i pieniędzy:) Wesołych Świąt!

  4. cześć Paulina. Chcialbym dołączyć kilka słów do komentarza Nany. Wszyscy Cię wspieramy,i każdy na swój sposob chce Ci pomóc jak tylko umie. Osoby w depresji powinny trzymać się razem bo samotność to nasz najgorszy wróg. Z niej powstaje lęk i poczucie bezsensu. Mimo że czasami na bliskich nie możemy liczyć ale NIE ZAWSZE tak musi być. Depresja to coś poważniejszego niż tylko problem w nas,problem z nastrojem,chęcią i podejściem do zycia i myślami samobójczymi. Depresja wg mnie to choroba która pomaga zrestartować nasze życie. Pomaga zauważyć rzeczy nad ktorymi normalny,zdrowy człowiek nie zastanawia się tylko uczestniczy w codziennej walce o lepsze jutro. Nie myśląc nawet o tym. Że móglłby stracić kogoś bliskiego lub obudzić się bez siły w łożku patrząc się bezwiednie w ścianę. Cieszą się ze swojego życia które z dnia na dzień zaczyna tracić na swojej celowości. Trzeba pamiętać o tym że każdy człowiek odczuwa swój ból inaczej i nie można go porównywać z bólami innych osób bo wtedy zamiast się podnosić upadamy jeszcze niżej myśląc jak naprawdę jest źle.. W mojej świadomości zaczyna coś się zmieniać i dostrzegam rzeczy które wcześniej nie były ważne. M.in. to że mam dla kogo żyć. Że nie czuję się samotny. Myśląc ile osób móglbym zostawic z tym samym bólem jaki mam teraz robi mi się wstyd. Dziękujemy Ci Paulina za bloga za to że mowisz głośno o depresji bo to wciąż cichy i poważny ludzki problem przez to jakim tempem żyje człowiek. Dziękujemy Ci że pomagasz nam i sama sobie. Dziękujemy Ci za wysiłek jakby tego nie nazwać w pomaganiu innych ludziom wyjść z tego strasznego nie do opisania stanu. Wesołych Świąt Paulina!

  5. A ja siedzę za granicą i pracuję, nie mam zbyt wiele czasu na myślenie (nietypowe w moim życiu, prawda…), muszę sobie ogarnąć jedzenie, posprzątać itd. I zupełnie wyjebane na dotychczasowe problemy – samo tak się zrobiło jak gdyby. A ‘kresek’ na rękach mam setki, sprzed paru lat, widocznych do końca życia będzie kilkadziesiąt, chyba, że przykryję to tatuażami, jak zarobię sporo kasy kiedyś ;] Czasem totalna zmiana wszystkiego w życiu tak działa (choć nie zawsze)

  6. xx bardzo dobrze, że Tobie udało się wyjść z dołka:) Jednak moim zdaniem nie miałeś/łaś depresji. Nie znam Cię, ani Twojego życia więc nie osądzam. Jednak moje zdanie jest takie, że nieraz człowiek ma czasem tak złe chwile, że aż klęka z przestrachu. Jednak to jeszcze nie jest depresją. Mega doły, samookaleczanie występuje w depresji jednak czasem ludzie, którzy mają jakieś złe przeżycia, nie depresję również tego doświadczają. Niemniej jednak dzięki za świadectwo, że z tych złych chwil po prostu się wychodzi:) Pozdrawiam

    • Jeśli o mnie chodzi, to nigdy się nie przebadałem, więc nie mam diagnozy, jednak wiele na to wskazuje. Moim zdaniem jestem skażony duchem egzystencjalizmu, a z objawów depresji zwykle mam większość tj. dużo więcej niż tyle, by móc o niej w ogóle mówić. Mam tak od co najmniej 10 lat. Nie wiem do końca, co to jest, ale czasem samoczynnie z tego wychodzę. Ostatnio tak było, bo miałem zajęcie, nie musiałem myśleć (nie miałem nawet czasu zbytnio), zarabiałem jakieś pieniążki… Praca fizyczna i całkowita zmiana otoczenia i mieszkania zadziałała dobrze. Miałem szczęście. Teraz znów jest niestabilnie i nie wiem, jak to się potoczy. Nie chcę się wymądrzać, licytować i chwalić. Podsuwam tylko pomysł, że praca fizyczna, absorbująca nas i nasz czas, choć nie należy do specjalnie “twórczych” czy “rozwijających” zajęć, pozwala zapomnieć o depresji, wrzuca człowieka w coś zupełnie nowego. Przed jej rozpoczęciem byłem znów na skraju obłędu, pustki egzystencjalnej, poczucia całkowitego bezsensu, przegrania, niemocy i mógłbym tak dalej wymieniać.

      • Alergicznie reaguję na stwierdzenia typu “moim zdaniem nie miałeś/aś depresji”. Nie trzeba się badać, żeby stwierdzić u siebie symptomy depresji i określić ich dotkliwość. Nawet lekarz nie wejdzie nam do głowy i nie stwierdzi czegoś, o czym mu nie powiemy. Jeśli ktoś zaakceptował taką diagnozę (czy też autodiagnozę), to kto, poza wykwalifikowanym psychiatrą po długiej analizie ma prawo to kwestionować? Bo o ile nie mamy do czynienia z jakimś zespołem urojeń czy innym Munchhausenem kto wmówiłby sobie taką obrzydliwą przypadłość??
        Utkwiły mi w głowie słowa Andrew Solomona na konferencji TED – “poznałem ludzi radzących sobie z ciężką depresją, jak i takich, którym depresja o pozornie lekkim przebiegu kompletnie uniemożliwiała funkcjonowanie” (wolne tłumaczenie z pamięci, polecam obejrzenie tego wystąpienia na youtubie). Nie nam oceniać innych. I jeśli choroba czegoś mnie nauczyła, to wyczulenia na możliwość cierpienia. Nie każdy je pokazuje, niewiele osób o nim mówi… Tym bardziej nie powinniśmy negować i uciszać tych, którzy to robią.
        A jeszcze konkretnie do xx, skoro to na Twój post odpowiadam: ta aktywność, o której piszesz, jest świetna. Jednak to miecz obosieczny: zapominanie o depresji, czy brak czasu na kontemplację może skończyć się bolesnym nawrotem.

  7. Jestem z Tobą i dobrze Cię rozumiem. Nie przejmuj się innymi tylko rób swoje.
    Będzie dobrze.
    Pozdrawiam:)

  8. bardzo wiele osób cierpi na depresję na nerwice czy na inne psychiczne cholerstwo i powinny się pojawiać takie blogi jak Twój pisane z głębi serca ludzie powinni sobie pomagać nagle coś staje i paraliżuje tak naprawdę nie wiemy dlaczego wczoraj cieszyliśmy się z każdego promyka słońca a dzisiaj … łzy nie mogą przestać płynąć nie wiadomo dlaczego … może dlatego że nie jesteśmy tacy jak inni ,że nie pokazujemy ile tak naprawdę jesteśmy warci , czasem się mówi ja to słyszałam bardzo wiele razy ,przecież było już lepiej wygodnie jest Ci podpierać się depresją i nerwicą . Widzę ,że każdy podchodzi do swojego przypadku bardzo emocjonalnie co widać i bardzo dobrze bo widać też że ten problem zaczyna interesować powstają stowarzyszenia strony blogi nie ma jednej drogi ____> psychiatryk lub samobójstwo . Pozdrawiam Cię serdecznie w 2014 roku .

  9. Cześć Paulinko, ja również cierpię na depresję. Mam 20 lat, prawie 21 i codzień czuję na swoich plecach jej oddech. Nie mam odwagi by tak jak Ty mówić o tym na blogu, tymbardziej Ci gratuluje:) Nie słuchaj ludzi, którzy będą Ci wmawiać,że coś sobie wymyślasz. Walczysz- to takie pocieszające dla mnie! Szukałam takiej osoby, która również nie chce się poddać i szuka iskierki nadziei! :)
    Czekam na kolejne wpisy, fighterko;*
    Niech 2014 przyniesie nam dużo dobrych chwil

  10. Rób swoje i nie oglądaj się na innych! Ludzie uwielbiają mieć zdanie/opinie, najczęściej na tematy, o których nie mają pojęcia… Owszem cierpisz najbardziej na świecie i Twoja depresja jest najgorsza na świecie, bo jest TWOJA!! Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a ten, w którym siedzisz Ty wydaje się Tobie i w tym danym momencie najgorszy, najciemniejszy, najbardziej mroczny i najbardziej bolesny… To jest osobiste, nieporównywalne piekło każdego z nas, każdego, kto się z nim zmaga :* <3

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s