Co robię…


Cześć.

Po ostatniej notce nie wiedziałam co napisać. Czułam się trochę zawstydzona. Bardzo uległam emocjom. Jak zawsze potrzebowałam czasu aby znowu coś napisać.

Chciałam napisać czym obecnie się zajmuję. Być może moje pomysły kogoś zainspirują. Jak wiecie zmieniłam miejsce zamieszkania. Na nowy  początek postanowiłam zaangażować się w wolontariat. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Aż chyba trochę wstyd się przyznać. Złożyłam aplikację do Centrum Zdrowia Psychicznego. Wczoraj otrzymałam wiadomość, że w poniedziałek (22-07) mam rozmowę. Może to wyglądać jak rozmowa o pracę, właściwie nią jest, a w charakterze wolontariusza. Mam pracować z osobami, które cierpią na wszelkiego rodzaju zaburzenia, muszą więc mnie sprawdzić. Mam nadzieję, że wszystko się uda. Jeżeli tak mam wtedy możliwość pomagania innym, mniej więcej wiem co czują. Centrum organizuje również różnego rodzaju kursy. Po ich ukończeniu zdobywa się umiejętności do prowadzenia terapii itp. Zadziwiające, ponieważ każdy wolontariusz ma możliwość zrobić taki kurs za darmo, trwa on długo. Fachowa wiedza oraz praktyka są dla mnie najważniejsze. Chcę pomagać innym, a po takim kursie będę mogła robić to profesjonalnie i legalnie.

To są plany na najbliższą przyszłość. Mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować. Powiem szczerze, że dawno o niczym nie marzyłam, nie miałam konkretnego celu.

Od trzech miesięcy czuję się nieustannie dobrze. Prawidłowo odczuwam emocje. Tak mi się wydaje. Czuję szczęście, radość, miłość, ale te uczucia nie są już takie wyczerpujące. To samo tyczy się stresu, poirytowania. Nie wybucham.  To wszystko nie jest takie zachwiane. Raz wielka radość, a za chwilę wieliki smutek. Nie ma niepewności, huśtawek nastroju. Tej całej męczącej otoczki. Nadal lubię pospać. Jednak wstaję rano, idę do pracy, żyję! Lubię drzemkę po pracy czy po południu. Ale tylko wtedy gdy mam na to czas i naprawdę potrzebuję odpoczynku.

Staram się nie popadać w zbytnią euforię. Nadal pamiętam, że mam depresję. Biorę leki. Zmieniłam całkowicie swoje życie. Nie wracam do błędów przeszłości. Nie biorę zbyt wielu rzeczy na siebie. Dużo odpoczywam, relaksuję się. Próbuję nie siedzieć cały czas w domu. Chodzę często, nawet na krótkie, spacery z Jackiem, z Muffy.

Zdarzył mi się kryzys w pracy. Początkowo pracowałam w restauracji i przeraził mnie tak nagły kontakt z ludźmi, z nieznajomymi. Przy pomocy kolegów i koleżanek  udało mi się to szybko zaakceptować. Jednak zrezygnowałam z tej pracy. Nie z powodu depresji! Ale z powodu cukrzycy! Nie pomyślałam, że jeszcze spotka mnie dyskryminacja z tego powodu. Dwa razy zdarzyło mi się mieć niedocukrzenie w czasie pracy. Czasem po prostu nie mam na to wpływu. Potrzebowałam 5 minut przerwy. Musiałam zjeść i wypić coś słodkiego. Po chwili wszystko wracało do normy. Jakiś czas później szef stwierdził, że jestem leniwa i nie uwierzył w moje niskie cukry. Wtedy to już chyba było za dużo. Zdarzyło się jeszcze kilka niemiłych sytuacji i w końcu postanowiłam zrezygnować z pracy. Niski cukier to nie zabawa i z łatwością mogę to udowodnić. W końcu mam glukometr! Cóż nie przypuszczałam, że to się może zdarzyć.

Nie mam nawet żadnych moich zdjęć, aby pokazać Wam, że jestem naprawdę szczęśliwa.

Jak Wy się czujecie?

Dużo siły i miłości!

Pozdrawiam,

P.

 

 

Advertisements

5 responses to “Co robię…

  1. cieszę się, że jest dobrze.
    ja obroniłem licencjat i od miesiąca właściwie mam wakacje. byłem już na dwóch wyjazdach pod namioty, szczególnie ten pierwszy wpłynął na mnie niesamowicie pozytywnie, mam takiego kopa, akcelerację, która mam nadzieję, utrzyma się długo. ten wielki znak zapytania, który dręczył mnie przez minimum dwa ostatnie lata, okazał się, póki co, nie tak straszny. większość moich znajomych teraz gdzieś wyjeżdża, (prawie) nic mnie tu już nie trzyma, jedynie odległe plany na przyszłość, więc mam właściwie jeden plan, wyjechać gdzieś do pracy, najlepiej daleko i tym po wakacjach chcę się zajmować przez nieokreślony czas. Wiem, że nie jest łatwo znaleźć dobrze płatną pracę i przechodzić przez te wszystkie formalności, załatwianie, pozwolenia, cała ta biurokracja trochę mnie przeraża, ale wierzę, że w końcu się uda. Chyba jestem już pogodzony ze wszystkim, co mnie w życiu spotkało i jestem dobrej myśli, Tobie również tego życzę!
    Pozdro

  2. U mnie też nie jest źle, nerwicy nie ma i depersonalizacja jak i derealizacja są przeszłością, depresji nie ma choć znam swoje skłonności. Mimo, że siedzę całe dnie w domu sama, nie leżę bezczynnie w łóżku i nie mam huśtawek nastrojów. Jedyne co zauważyłam po nerwicy to słabe nerwy:( Wystarczy, że się z kimś pokłócę, a dochodzę do siebie ok. 2 h, trzęsą się ręce i wali mi serce;/ Jednak nie dostaję ataku paniki. Co dzień się modlę i patrzę na świat, który zaczyna mienić się wieloma barwami. Pozdrawiam Cię cieplutko:)

  3. Kochaniutka, jestem pod wrażeniem. Cieszę się Twoim szczęściem. Bądź dzielna i miej każdego dnia uśmiech na twarzy. Zdjęcie koniecznie musisz jakieś dodać, aż jestem ciekawa jaka radość od Ciebie (od Was) bije !! z gorącymi pozdrowieniami Ode mnie i Łukasza. Duzio Radości i Miłości :-* ahhhh ;)

  4. Wstyd za wlasne emocje to cos co bardzo dobrze znam! Bardzo czesto bylo tak ze odczwalam emocje( najgorzej bylo z zalem , rozgoryczeniem, rozczarowaniem, smutkiem) i jednoczesnie bardzo sie ich wstydzilam, tak jak gdyby je wypieralam! Na terapi nauczylam sie ze nalezy je do siebie dopuszczac! Nie ma zlych czy dobrych emocji -radosc , smutek , zadowolenie , zlosc itd. to sa tylko emocje, moje emocje ! Czesc mnie – nie moge ich odrzucac to tak jakbym odrzucala “kawalek siebie”! Prawdopodobnie to niedowierzanie wlasnym emocjom pochodzi z czasow dziecinstwa, zawsze kiedy probowalam rodzico m przekazac moje odczucia zostawalam wysmiewana , mowilil mi ach nie przesadzaj , albo zawstydzali mnie a ja czulam wtedy zazenowanie . Myslalam ze faktycznie moje uczucia sa wolbrzymione, nieadekwatne do sytuacji ! I nauczylam sie wtedy nieczuc a jak cos poczulam karalam siebie sama tym ze przestalam temu wierzyc! Dzisiaj jest inaczej ! Dzisiaj pozwalam sobie tak ” od serca” czuc ! Jesli ogarnie mnie smutek , tak nagle pozwalam go sobie czuc bez osadzania , bez szukania przyczyn poprostu go czuje! I tak z kazda emocja. To bardzo bardzo mi pomoglo – przestalam sie stydzic swoich uczuc, przestalam sie bac siebie samej! Dla wszystkich: EMOCJE SA WPORZADKU!!! EMOCJE
    SA CZESCIA NAS! EMOCJE SA MOJA DUSZA I SERCEM! EMOCJE TO SPOSOB W JAKI KOMUNIKUJE SOBIE TO CO MYSLE I CZUJE!!!

    Tysiace buziakow dla wszystkich “walczacych”
    Malgosia

  5. Mnie natomiast jest źle. Depresja powraca. W Twoim przypadku 3m-ce bez depresji,ja miałam miesiąc bez depresji od ok.10-lat i było naprawdę wspaniale. Od czerwca było gorzej ale było do wytrzymania. Teraz,dziś,jest bardzo źle.Wracam do pracy po całotygodniowej nieobecności i naprawdę,boję się kontaktu z ludźmi po dłuższym braku kontaktu…. :(
    Gdzie w Poznaniu mogę iść na terapię? chcę bardzo

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s